Korn

Are you ready?! — jak to mawia klasyk tego zespołu.
Korn to amerykański zespół wykonujący metal alternatywny. Trzy rzeczy, które mogą się skojarzyć na samą myśl o grupie: wokalista, pięciostrunowy bas i siedmiostrunowe gitary. Nazywają siebie „ojcami nu metalu”, jednak tak naprawdę nic nowego nie stworzyli, wbrew ich własnym słowom i powtarzaniu tego sformułowania przez fanów – muzykę w takiej stylistyce już tworzył między innymi Faith No More (o którym też wspomnę).


Trzeba jednak przyznać, że grupa sama w sobie aż taka zła nie jest. Gdyby trochę spróbowali wyrównać poziom albumów, nie byłoby źle. Niestety mamy tu do czynienia z obiecującym początkiem i wypaleniem się z próbą odgrzewania kotletów – a przecież jak wiemy, odgrzewane kotlety smaczne nie są. 


Większość piosenek z pierwszych wydawnictw jest krzyczanych, poza tym często i gęsto odnoszą się do przeżyć wokalisty. Ale najciekawszym w tym wszystkim jest kompletny brak tekstów piosenek na książeczkach dołączonych do płyt. Wszelkie zapisy zamieszczone w Internecie to mniej lub bardziej celne próby fanów w spisaniu ich. Możesz słyszeć, co chcesz. Dosłownie. I o to właśnie chodzi.
Mimo to, niektóre z nich są naprawdę chore, np. Dead Bodies Everywhere z albumu Follow the Leader, a inne komiczne (A.D.I.D.A.S. z albumu Life is Peachy). Często na ich albumach pojawiają się wulgaryzmy (najwięcej znajduje się na Take a Look in the Mirror).


Wcześniej wspomniałam o trzech charakterystycznych rzeczach, po których można poznać zespół.
Ich lider, Jonathan Davis jest tenorem. Najniższym dźwiękiem, do którego dosięga jest A1, a najwyższym F5, a poza tym brał też potem lekcje śpiewu (około albumu Untouchables). Jego głos należy do tych, które „z daleka” rozpoznasz. Jest przeszywający, w szczególności w piosence Daddy


Drugim elementem jest bas. Od samego początku pięciostrunowy. Innego Fieldy się nie dotyka (przynajmniej w Kornie). Klang. Basidło jest wybite najbardziej na albumach od debiutu do Take a Look in the Mirror, później niestety „zanika”. Jednak jest to kwestia, którą trudno przeoczyć gdy słucha się początkowej twórczości zespołu. „Basia” jest mocarna i tyle. Chyba nikt nie zaprzeczy. 
Muszę tu też wtrącić trochę od siebie: zaczęłam grać na basie zainspirowana właśnie brzmieniem tego instrumentu w tym zespole. Żaden inny instrument (oprócz perkusji) nie wciągnął mnie właśnie tak jak bas. Do dzisiaj pamiętam, jak chciałam wydać 3000 zł na sygnaturę Fieldiego, jednak ostatecznie kupiłam Ibaneza GSR200L i jest on dla mnie w zupełności wystarczający.


Trzeci i ostatni element (chociaż mogłabym jeszcze wcisnąć tu perkusistę). Potężne ściany gitar, trudne do podrobienia. Po odejściu Heada z zespołu można było wyczuć, że „czegoś tu brakuje”. No właśnie brakowało. Kogo by nie wzięli czy kogo mogliby nie wziąć na miejsce „Wielkiej bani”, nie byłoby to nadal „to”. Po prostu Munky i Head muszą ze sobą współdziałać. Inaczej nie ma tej mocy, tego „pierdolnięcia”. Odkąd Head wrócił do zespołu, brakujące miejsce zostało oddane właściwej osobie.


Najważniejsze albumy zespołu:
(1994) Korn
(1996) Life is Peachy
(1998) Follow the Leader
(1999) Issues
(2002) Untouchables
(2003) Take a Look in the Mirror


Podsumowanie jednak będzie twarde: zespół ciekawy, jednak nie należy do tych, które należy znać. Można potraktować ich jako ciekawostkę (co około 2-3 lata temu by mi nie przeszło przez klawiaturę, a co dopiero przez gardło).

Chcesz przeżyć traumę?


Ten teledyk może skrzywić Twoją psychikę. Żeby nie było, że nie ostrzegałam!

Low Rider”, czyli Head uczy się śpiewać.

PS. Korn się nie skończył. Korn się skończy, jak chłopaki postanowią rozwiązać zespół.


Follow my blog with Bloglovin

Komentarze