Stare jest lepsze, a nowe zawsze gorsze?

Często można się spotkać ze stwierdzeniem, że stara muzyka jest najlepsza, a dzisiejsza jest do niczego i nic interesującego nie można znaleźć.
Dziś postaram się obalić ten mit.

Stara, słaba muzyka

Tak, moi drodzy. Kiedyś również tworzona była kiepska muzyka. Nie jest ona nawet szczególnie ukryta, wielu kiepskich wykonawców i wiele kiepskich zespołów są niesłusznie uznawani za wybitnych (głównie po prostu przez grono zwolenników). 
Przykładem jednego z takich starych i kiepskich jest australijski zespół AC/DC. Kiedy słucha się wiele innej muzyki, a potem nagle włączy się ich, nie da się tego po prostu słuchać. Wszystko brzmi tak samo i na jedno kopyto. Zero inwencji twórczej i płytkie brzmienie.
Z drugiej strony coś mniej znanego. Mitrium, czyli pierwszy zespół byłego wokalisty zespołu Angra. Grupa pożyła jeden rok lub krócej. Brzmienie jest wręcz przeokropne, (nie oszukujmy się) zerżnięte od angielskiej grupy Iron Maiden.
Inni: Modern Talking, Bee Gees, Guns N' Roses, Manowar, Kiss

Stara, dobra muzyka

Teraz druga strona barykady. Takich osobistści jak Miles Davis czy Herbie Hancock nie trzeba przedstawiać osobom, które interesują się muzyką jazzową i nie jest to przypadek. Są to jedni z najlepszych wykonawców ubiegłego wieku (ten drugi pan oczywiście nadal żyje). Ze strony rockowej: King Crimson. Chore, eksperymentalne, (początkowo nawet) psychodeliczne kompozycje.
Jako osoba zauroczona brazylijskimi brzmieniami, muszę wręcz tutaj wspomnieć o takich wykonawcach jak Stan Getz i João Gilberto oraz zespole Os Mutantes.
Aby ubarwić trochę ten wpis, wspomnę innym o brazylijskim gatunku, Brega, który miał być opozycją do Bossa Novy. Prawdopodobnie (nie zagłębiałam się w to aż tak bardzo) najbardziej znanym wykonawcą Bregi jest Odair José.
Inni: DomCrazy World Of Arthur Brown, Nick Cave & The Bad Seeds

Nowa, słaba muzyka

Nie jest to rzadkim zjawiskiem, że jako argument na beznadzieję muzyki XXI wieku podaje się najpopularniejszych i najmniej interesujących wykonawców oraz najmniej interesujące zespoły, które małpują starych wykonawców lub są (nie bójmy się tego określenia) zwyczajnymi produktami tworzonymi pod publikę, aby ściągnąć od nich pieniądze i zniknąć równie szybko, co się pojawili. Większość osób, która urodziła się w '97 roku lub wcześniej, może mniej lub bardziej pamiętać hałas o Jonas Brothers czy innych podobnych gwiazdeczkach.
W skrócie można powiedzieć, że w kwestii muzyki, oprócz zaciętych poszukiwaczy, panuje lenistwo.
Inni: Asking Alexandria, 50 Cent, Kenny G, Taylor Swift, Skrillex

Nowa, dobra muzyka

I teraz czas na coś, od czego każdy wyznawca stare = dobre, nowe = złe ucieka i neguje jego istnienie. Jak najbardziej można natrafić na świetnych artystów i świetne zespoły dzisiejszych czasów. Wspomnę tutaj o dwóch panach, których świetnie znacie już z mojego bloga, czyli o Kiku Loureiru i Edzie Falaschim (wyszli solowo po 2000 roku, więc ich tu liczę). Uważam, że wystarczającym argumentem będą te tutaj albumy: No Gravity, Universo Inverso, Moonlight. Nie wystarcza? No to jeszcze to.

Inni: Igorrr, Philm, Lovage, Stoned Jesus, Chelsea Wolfe

#Bonus


W skrócie, pan Vasconcellos (bo takie jest jego prawdziwe nazwisko) zjechał równo Brazylijczyków, których nie interesuje muzyka ze swojego kraju (a muzykę mają bardzo ciekawą) i jedynie interesują się zagranicznymi (Brasileiro é tudo chupa pau de gringo**). Stety, niestety, ale można to też odnieść do naszych rodaków – dlatego postanowiłam o tym wspomnieć.

_____
Przypisy:
*Brazylijczycy ssą pałę obcokrajowcom (luźne tłumaczenie)

Przy stworzeniu wpisu pomógł mi mój dobry przyjaciel (dodatkowi artyści i „artyści”)

Komentarze